Pohl Frederic - Gateway Za B��kitnym Horyzontem Zdarze� - Po gor�czce

PO GOR�CZCE



    Gor�czka nigdy nie trwa�a tak kr�tko - mniej ni� dwie godziny. Ale te� i nigdy nie by�a tak gwa�towna. Najbardziej wra�liwy na ni� jeden procent populacji pozostawa� pod jej wp�ywem przez cztery godziny i prawie ka�dy prze�y� j� bardzo bole�nie.
    Mia�em szcz�cie, bo po ataku ockn��em si� po prostu w pokoju, z jednym tylko guzem na g�owie. Nie by�em uwi�ziony w rozbitym autobusie, wyrzucony z odrzutowca, zmia�d�ony przez przeje�d�aj�cy samoch�d, czy te� wykrwawiaj�cy si� na stole operacyjnym, podczas gdy chirurdzy i siostry bezradnie wij� si� po pod�odze. Prze�y�em tylko godzin�, pi��dziesi�t jeden minut i czterdzie�ci cztery sekundy Gor�czki, a dzieli�o j� ze mn� jedena�cie miliard�w innych ludzi.
     Oczywi�cie, ka�dy cz�owiek z tych jedenastu miliard�w stara� si� skontaktowa� z pozosta�ymi - robili to wszyscy naraz - wi�c wszelkie kana�y ��czno�ci zakorkowa�y si� na dobre. Harriet pojawi�a si� na monitorze przekazuj�c mi, �e by�o do mnie co najmniej dwadzie�cia pi�� telefon�w - m�j program naukowy, prawny, trzy czy cztery programy ksi�gowo�ci w sprawie moich udzia��w oraz paru prawdziwych, �ywych ludzi. Ale z przykro�ci� odpowiedzia�a mi, �e Essie po�r�d nich nie by�o. ��cza z Tucson by�y ca�kowicie prze�adowane, a i ja ze swej strony nie mog�em zam�wi� rozmowy. Szale�stwo nie dotkn�o �adnej z maszyn. Zreszt�, tak jak zwykle. Co� by�o z nimi nie tak tylko wtedy, kiedy jaka� �ywa istota w��czy�a si� do obwodu, bo w�a�nie go naprawia�a, czy wprowadza�a jakie� poprawki. Ale poniewa� statystycznie rzecz bior�c co� takiego mia�o miejsce milion razy na minut�, tu czy tam, z tak� czy inn� maszyn�, nic dziwnego, �e trzeba by�o troch� czasu, �eby to znowu jako� dzia�a�o.
    Przede wszystkim interesy - musia�em wszystko zebra� do kupy. Poda�em Harriet list� pilnych spraw i zabra�a si� do zdawania raport�w. Pospieszne sprawozdanie z kopalni po�ywienia - nie wida� �adnych konkretnych szk�d. Posiad�o�ci - drobne po�ary i powodzie, ale nic wielkiego. Kto� zostawi� otwart� przegrod� w fabryce ryb i sze��set milion�w m�odych �ososi wyp�yn�o po sw� �mier� w otwarte morze. Ale, na szcz�cie, mia�em w tym ma�y udzia�. Og�lnie bior�c, wyszed�em z gor�czki obronn� r�k�, a w ka�dym razie - lepiej ni� inni. Gor�czka uderzy�a w subkontynent indyjski w p� dnia, po tym, jak mia� tam miejsce jeden z najstraszniej szych huragan�w w Zatoce Bengalskiej w ci�gu ostatnich pi��dziesi�ciu lat. Liczba wypadk�w �miertelnych by�a ogromna. Dzia�alno�� ekip ratowniczych zosta�a na dwie godziny sparali�owana. Dziesi�tki, mo�e nawet setki milion�w ludzi nie by�y w stanie wydosta� si� na l�d i po�udniowy Bangladesz sta� si� jednym wielkim bagnem trup�w. Do tego doda� trzeba wybuch w rafinerii w Kalifornii, katastrof� kolejow� w Walii i par� innych, jeszcze nie opisanych kl�sk - komputery nie oszacowa�y jeszcze ilo�ci zabitych, ale w wiadomo�ciach podawano, �e by�a to najgorsza z dotychczasowych Gor�czek.
     Zanim odebra�em wszystkie najwa�niejsze informacje, zacz�y dzia�a� windy. Ju� nie by�em wi�niem. Przez okno widzia�em, �e ulice Waszyngtonu wygl�daj� mniej wi�cej normalnie. Tym niemniej mia�em k�opoty z dostaniem si� do Tucson. Poniewa� po�owa odrzutowc�w, kt�re znajdowa�y si� w powietrzu, by�a przez ponad dwie godziny pod kontrol� automatycznego pilota, ko�czy�o im si� paliwo, maszyny l�dowa�y gdzie si� da i znale�� je mo�na by�o w r�nych, zupe�nie niespodziewanych miejscach. �aden lot nie odbywa� si� wed�ug rozk�adu. Harriet zrobi�a co mog�a, �eby zarezerwowa� mi miejsce, ale najwcze�niejszy samolot by� dopiero nazajutrz w po�udnie. Nie mog�em nawet zatelegrafowa� do Essie, bo ��cza nadal by�y zaj�te. To nie nieszcz�cie, ale zawsze niedogodno��. Je�li rzeczywi�cie chcia�em zatelefonowa�, mia�em do dyspozycji po��czenia dla uprzywilejowanych - bogaci zawsze sobie jako� poradz�. Ale bogaci te� lubi� mie� swoje przyjemno�ci, wi�c postanowi�em, �e fajnie b�dzie zrobi� Essie niespodziank�.
    Teraz mia�em troch� wolnego czasu.
    A m�j program naukowy a� kipia� od informacji, kt�re chcia� mi przekaza�. To jak deser po niesmacznym obiedzie. Prze�o�y�em go na p�niej, a� b�d� mia� okazj� do d�u�szej pogaw�dki.
    I wreszcie mia�em czas dla siebie.
    - Harriet - poleci�em - w��cz go!
    Albert Einstein przybra� w monitorze swoj� posta�, kt�ra nachyli�a si� do przodu, dr��c z podniecenia.
    - O co chodzi? - spyta�em. - Dobre nowiny?
    - Odkryli�my, sk�d si� bierze gor�czka! Z Fabryki Po�ywienia!



    Moja wina. Gdybym pozwoli� Albertowi od razu powiedzie�, o co chodzi, nie by�bym ostatni� osob� na Ziemi, kt�ra dowiedzia�a si�, �e to ja w�a�nie jestem w�a�cicielem miejsca b�d�cego �r�d�em wszystkich nieszcz��. To pierwsze, co mi przysz�o do g�owy, i kiedy wyja�nia� mi wszystkie dowody, rozmy�la�em o ewentualnej odpowiedzialno�ci prawnej oraz kombinowa�em, jakie mog� p�yn�� z tego korzy�ci. Przede wszystkim - Gor�czka dociera�a do nas z Fabryki natychmiast. Powinni�my o tym wiedzie� od pocz�tku.
    - Gdybym tylko wyliczy� dok�adnie, kiedy si� zaczynaj� - wyrzuca� sobie Albert - ju� wiele lat wcze�niej mogliby�my umiejscowi� �r�d�o. Ale by�o wiele innych rozwi�za� odpowiadaj�cych ich fotonicznej naturze.
    - Jakiej naturze?
    - To fale elektromagnetyczne - wyja�ni�. Na�adowa� fajk� tytoniem i si�gn�� po zapa�k�. - Oczywi�cie, zdajesz sobie spraw�, �e ustalili�my to na podstawie czasu transmisji - ten sygna� spowodowany szale�stwem otrzymali�my jednocze�nie z transmisj� ukazuj�c�, co si� dzieje.
    - Chwileczk�. Czy to to samo, co ponad�wietlne radio Heech�w?
    - Gdybym to tylko wiedzia�! - zamigota� na ekranie, zapalaj�c fajk�. - Mog� tylko przypuszcza� - pyk, pyk, pyk - �e ten w�a�nie efekt nie jest identyczny z innymi sposobami transmisji, ale nawet nie potrafi� spekulowa� co do jego przyczyny. I oczywi�cie natychmiast rodz� si� pytania, na kt�re nie mamy jeszcze odpowiedzi.
    - Jasne - przytakn��em, ale nie spyta�em go, co to za pytania. My�la�em o czym� innym. - Albert! Wy�wietl mi statki i stacje, z kt�rych zaczerpn��e� informacje.
    - Ju� si� robi. - Rozwiane w�osy, pokiereszowana, rozradowana twarz rozp�yn�y si�, a holograficzny ekran wype�ni� si� natychmiast obrazem przestrzeni wok� s�onecznej. Dziewi�� planet, pier�cie� py�u, czyli pas asteroid�w, i py�owa obr�cz gdzie� tam w oddali, czyli ob�ok Oorta. I jakie� czterdzie�ci kolorowych punkt�w �wietlnych. Ca�y obraz by� pokazany w skali logarytmicznej, �eby si� wszystko zmie�ci�o, a rozmiary planet i artefakt�w zosta�y znacznie powi�kszone.
     - Cztery zielone punkty to nasze statki. Jedena�cie obiekt�w to urz�dzenia Heech�w. Tylko te okr�g�e zosta�y wykryte. Na tych w kszta�cie gwiazdy cz�owiek by� i zosta�. Wszystkie pozosta�e to statki, kt�re nale�� do innych przedsi�biorstw handlowych czy rz�d�w.
    Przyjrza�em si� temu bli�ej. Ko�o zielonego statku i niebieskiej gwiazdy oznaczaj�cej Fabryk� Po�ywienia nie by�o zbyt wielu b�yszcz�cych punkcik�w.
    - Albert. Gdyby zaistnia�a potrzeba, �eby inny statek dotar� do Fabryki Po�ywienia, to kt�ry z nich znalaz�by si� tam najszybciej?
    Pojawi� si� w dolnym rogu obrazu marszcz�c brwi i ss�c fajk�. Z�oty punkcik ko�o pier�cieni Saturna zacz�� zapala� si� i gasn��.
    - Jest brazylijski kr��ownik, kt�ry w�a�nie opuszcza Tethys i kt�ry m�g�by si� tam dosta� w ci�gu osiemnastu miesi�cy - odpar�. - Wy�wietli�em tylko te statki, kt�re znalaz�y si� w zasi�gu mojej ��czno�ci. S� jeszcze inne - nowe, rozrzucone po ca�ym ekranie �wiate�ka zacz�y migota� - kt�re mog�yby to zrobi� szybciej, zak�adaj�c, �e maj� do�� paliwa i �ywno�ci. �aden z nich jednak nie dotar�by tam przed up�ywem roku.
     - Wy��cz to, Albert! - westchn��em. - Najwyra�niej wdepn�li�my w co�, czego si� nie spodziewa�em.
    - C� to? - spyta� wype�niaj�c na nowo ekran i splataj�c wygodnym ruchem r�ce na brzuchu.
    - Chodzi o le�ank�. Nie wiem, co z tym zrobi�. Nawet nie znam jej przeznaczenia. A jakie s� twoje sugestie?
    - No c�, Robin - stwierdzi� rado�nie kiwaj�c g�ow�.
    - Przypuszczenia, kt�re uwa�am za najtrafniejsze, maj� najmniejsze prawdopodobie�stwo, ale to dlatego, �e jest tak wiele niewiadomych. Ujmijmy to w ten spos�b. Za��my, �e jeste� Heechem, kim� w rodzaju antropologa, zainteresowanego �ledzeniem rozwoju cywilizacji. Ewolucja trwa d�ugo, wi�c nie chcesz tak po prostu siedzie� i patrze�. Chcia�by� w miar� szybkiej oceny, powiedzmy co jaki� tysi�c lat, czego� w rodzaju wizji lokalnej. Maj�c do dyspozycji le�ank� m�g�by� po prostu wys�a� kogo� do Fabryki Po�ywienia, raz na jaki� czas, na przyk�ad co tysi�c lat, kaza� mu wskoczy� do kokonu i natychmiast dowiedzie� si�, co my�li i czuje obiekt obserwacji. Zaj�oby to par� minut. - Zastanowi� si� przez chwil�. - A wtedy, tyle �e to tylko spekulowanie na podstawie supozycji, a nawet nie przypisa�bym temu �adnego stopnia prawdopodobie�stwa, gdyby� odkry� co� interesuj�cego, m�g�by� bada� dalej. M�g�by� nawet zrobi� co� innego - ale to ju� wnioski daleko id�ce - m�g�by� sugerowa� r�ne rzeczy. Kokon r�wnie dobrze nadaje, co odbiera. I st�d si� bior� Gor�czki. Prawdopodobnie mo�e nawet przekazywa� poj�cia. Wiemy, �e na przestrzeni dziej�w ludzko�ci wiele wynalazk�w pojawi�o si� na �wiecie na poz�r niezale�nie, by� mo�e r�wnolegle. Mo�e to sugestie Heech�w za pomoc� le�anki?
     Siedzia� sobie nabijaj�c fajk� i u�miechaj�c si� do mnie, a ja mia�em o czym my�le�.



    Ale moje my�lenie na nic si� nie zda�o. By�a to czysta zabawa. Mo�e z odrobin� dreszczyku. Ale w �adnym razie odpoczynek. �wiat zmieni� si� w spos�b zasadniczy od kiedy pierwsi astronauci odkryli tunele Heech�w na Wenus i im bardziej ros�a ich wiedza o zaginionej cywilizacji, tym wi�ksze nast�powa�y zmiany. Porzucony gdzie� w kosmosie dzieciak, bawi�cy si� czym�, czego nie rozumia�, pogr��y� ca�� ludzko�� w nawrotach szale�stwa na ponad dziesi�� lat. Je�li b�dziemy si� nadal bawili rzeczami, kt�rych nie rozumiemy, to jakie jeszcze niespodzianki mog� nam sprawi� Heechowie?
    Nie m�wi�c ju� o przyprawiaj�cej o md�o�ci sugestii Alberta, �e te istoty �ledzi�y nas od setek tysi�cy lat, rzucaj�c od czasu do czasu jaki� okruch wiedzy, �eby sprawdzi�, co z nim zrobimy.
    Poleci�em Albertowi przekazywa� mi na bie��co wszystko, co wie o sytuacji w Fabryce i kiedy omawia� dane fizyczne, wezwa�em Harriet. Pojawi�a si� w rogu ekranu z pytaj�cym wyrazem twarzy i przyj�a moje zam�wienie na obiad, a Albert kontynuowa� przemow� i pokaz. Na monitorze bezustannie pojawia�y si� r�ne obrazy - sceny z ch�opcem, ekip� Herter-Hall oraz wn�trze artefaktu, kt�rym towarzyszy� komentarz Alberta. To cholerstwo - Fabryka - uparcie ci�gn�o tam, gdzie chcia�o. Wed�ug najlepszych szacunk�w porusza�o si� w kierunku nowego roju komet, oddalonego o kilka milion�w mil. Przy obecnej szybko�ci dotrze tam za par� miesi�cy.
    - I wtedy co? - spyta�em.
    Albert wzruszy� przepraszaj�co ramionami.
    - Przypuszczalnie tam zostanie, a� zu�yje ca�kowicie wszystkie sk�adniki CHON.
    - I wtedy da si� j� ruszy�?
    - Nie jest to pewne. Ale prawdopodobne. A propos, stworzy�em teori� na temat ster�w w statkach Heech�w. Kiedy kt�ry� z nich dotrze do dzia�aj�cego artefaktu - na przyk�ad Fabryki Po�ywienia czy Gateway - stery otwieraj� si� i mo�na statkowi nada� inny kurs. W ka�dym razie wydaje mi si�, �e co� takiego przydarzy�o si� pani Patrycji Bover, a fakt ten ma pewne oczywiste implikacje - mrugn��.
    Nie lubi�, kiedy programowi wydaje si�, �e jest m�drzejszy ode mnie.
     - Chodzi ci o to, �e w Galaktyce mo�e by� wielu zb��kanych astronaut�w z Gateway, poniewa� stery w ich statkach zosta�y odblokowane, a piloci nie wiedzieli, jak wr�ci�?
    - W�a�nie - przytakn�� z aprobat�. - Mo�e ta teoria t�umaczy, kim s� „Zmarli" Wana. A propos, dotar�y do nas rozmowy z nimi. Ich odpowiedzi s� czasem zupe�nie irracjonalne. I oczywi�cie jeste�my w tej z�ej sytuacji, �e nie mo�emy w tym uczestniczy� bezpo�rednio. Ale wygl�da na to, �e s�, albo byli, lud�mi.
    - Czy chcesz przez to powiedzie�, �e by�y to kiedy� �ywe istoty?
    - Zgadza si�, Robin, przynajmniej w tym sensie, w jakim g�os Enrica Caruso na ta�mie by� kiedy� g�osem �yj�cego tenora z Neapolu. Czy s� teraz „�ywi" czy nie, to kwestia definicji. Takie samo pytanie m�g�by� zada� - pyk, pyk - je�li chodzi o mnie.
    - Mhm - my�la�em przez chwil�. - Dlaczego s� tacy zwariowani?
    - Niedoskona�a transkrypcja. Ale nie to jest wa�ne.
    - Czeka�em, a� sko�czy z fajk� i b�dzie got�w przekaza� to, co wa�ne. - Wiemy prawie na pewno, �e transkrypcja nast�pi�a za pomoc� chemicznego odczytu m�zgu poszukiwaczy.
    - Czy chcesz mi powiedzie�, �e Heechowie zabili tych ludzi i przelali ich m�zgi w butelki?
    - Oczywi�cie, �e nie! Po pierwsze, zaryzykowa�bym twierdzenie, �e poszukiwacze zmarli raczej �mierci� naturaln� ni� zostali zabici. Obni�y�oby to jako�� chemicznej zawarto�ci m�zgu i tym samym jako�� informacji. I z pewno�ci� nie wlali go w butelki. Mo�e raczej przekszta�cili w pewne analogi chemiczne. Tylko w jaki spos�b?
    - Chcesz, �ebym skasowa� tw�j program, Al? - by�em naprawd� wkurzony. - M�g�bym si� tego dowiedzie� szybciej dzi�ki prostej synoptyce wizualnej.
    - Oczywi�cie - mrukn��. - Ale mo�e nie w taki rozrywkowy spos�b. W ka�dym razie powstaje pytanie, sk�d Heechowie mieli sprz�t, by m�c odczyta� umys� ludzki. Zastan�w si� nad tym, Robin. Ma�o prawdopodobne, �eby chemia organiczna Heech�w by�a taka sama jak u ludzi. Podobna, owszem. Wiemy to z rozwa�a� og�lnych, na przyk�ad czym oddychali i co jedli. Ale w zasadzie nie by�a taka jak nasza. Peptydy to jednak bardzo z�o�one moleku�y. Ma�o prawdopodobne, �eby mo�na by�o u Heech�w odnale�� zwi�zek, kt�ry reprezentuje na przyk�ad umiej�tno�� dobrej gry na skrzypcach Stradivariusa, czy nawet umiej�tno�� korzystania z toalety - zacz�� na nowo zapala� fajk�, ale napotkawszy moje spojrzenie doda� pospiesznie:
    - A wi�c wniosek z tego, Robin, �e tych maszyn nie skonstruowano z my�l� o Heechach.
    Zaskoczy� mnie.
    - A wi�c z my�l� o ludziach? Tylko dlaczego? W jaki spos�b? Jak to widzieli? Kiedy?
    - Bardzo ci� przepraszam, Robin. Na twoje polecenie twoja �ona zaprogramowa�a mnie, by wyci�ga� du�o wniosk�w z niewielkiej ilo�ci danych. Nie mog� zatem obroni� tego wszystkiego, o czym m�wi�. Ale... - doda� powa�nie kiwaj�c g�ow� - takiego w�a�nie jestem zdania.
    - O Bo�e! - wygl�da�o na to, �e ju� nic wi�cej nie powie. Wi�c przeszed�em nad tym do porz�dku dziennego i zaj��em si� kolejn� spraw�. - A co ze Starcami? Czy my�lisz, �e to ludzie?
    Postuka� fajk� i si�gn�� po woreczek z tytoniem.
    - Chyba nie - odezwa� si� w ko�cu.
    Nie spyta�em go, jaka jest alternatywa, nie chcia�em tego s�ysze�.
    Kiedy wygl�da�o na to, �e chwilowo powiedzia� mi ju� wszystko, poleci�em Harriet, �eby w��czy�a m�j program prawniczy. Nie mog�em z nim jednak rozmawia� od razu, bo w�a�nie wtedy kelner, kt�ry by� cz�owiekiem, przyni�s� mi obiad. Musia� zapyta�, jak prze�y�em Gor�czk�, �eby m�c z kolei mi powiedzie� o sobie, i chwil� to potrwa�o. Ale w ko�cu, zasiad�szy przed ekranem holo, przekroi�em kotlet z kurczaka i powiedzia�em:
    - No dawaj, Morton, jakie s� z�e nowiny?
    - Czy wiesz, �e Bover nas zaskar�a? - spyta� z poczucien winy.
    - Jaki znowu Bover?
    - M�� Trish Bover. Czy te� wdowiec po niej, zale�y jak na to spojrze�. Przyj�li�my pozew, tyle �e - niestety - s�dzia prze�y� ostry atak gor�czki, no i... Pod wzgl�dem prawnym nie ma racji - nie zgodzi� si� na proponowan� przez nas dat� przes�uchania stron i zdecydowa� si� na post�powanie w trybie dora�nym.
    - Czy ma do tego prawo? - przesta�em prze�uwa� i rykn��em z ustami pe�nymi pierwszorz�dnego kurczaka.
    - No c�, w ka�dym razie tak zrobi�. Ale poradzimy sobie z nim w trakcie post�powania apelacyjnego, tyle �e sprawa robi si� wtedy skomplikowana. Prawnik Trish powo�uje si� na to, �e ona przes�a�a raport z misji. Wi�c jest tylko problem, czy faktycznie misj� zrealizowa�a, czy nie. Tym niemniej...
     Czasami wydaje mi si�, �e program Mortona jest za bardzo „ludzki" - rzeczywi�cie potrafi poprowadzi� dyskusj�.
    - Tym niemniej co?
    - No c�, po ostatnich wydarzeniach wy�oni�y si� nowe komplikacje. Korporacja Gateway zdecydowa�a zwolni� tempo do momentu podj�cia decyzji w sprawie Gor�czki, wi�c wydali zakaz - ani ty, ani Korporacja Fabryki Po�ywienia nie macie prawa rozpoczyna� eksploatacji Fabryki.
     - Cholera! - w�ciek�em si�. - To znaczy, �e nie mo�emy nic z ni� zrobi�, nawet je�li �ci�gniemy j� z orbity?
    - Obawiam si�, �e to nie wszystko - t�umaczy� si�.
    - Nie wolno ci przerywa� jej ruchu. Nie wolno ci przerywa� jej normalnego dzia�ania do czasu orzeczenia s�du. To warunek Bovera, kt�ry uwa�a, �e je�li przeszkodzisz jej w produkowaniu �ywno�ci transportuj�c j� do nowej mg�awicy komet, zagrozisz jego interesom. No, to z pewno�ci� uda nam si� uniewa�ni�. Ale do tej pory Korporacja Gateway podejmie jakie� decyzje, by wstrzyma� wszelkie dzia�ania, dop�ki nie opanuj� gor�czki.
    - O Bo�e! - od�o�y�em widelec. Odechcia�o mi si� je��.
    - Na szcz�cie nie s� w stanie narzuci� zakazu si��.
    - Tak, poniewa� potrzeba du�o czasu, �eby przekaza� t� informacj� ekipie Herter-Hall - skin�� g�ow�.
    - Z drugiej strony...
    Pst... Znikn��. Uko�nie ze�lizgn�� si� z ekranu i pojawi�a si� Harriet. Wygl�da�a okropnie. Mam �wietne programy dla mojego komputerowego pomagiera. Ale nie zawsze zwiastuj� dobre wie�ci...
    - Robin! - zawo�a�a. - Jest wiadomo�� ze szpitala Mesa General w Arizonie. Chodzi o twoj� �on�.
    - Co z Essie? Zachorowa�a?
    - Och, jeszcze gorzej. Ca�kowite ustanie funkcji somatycznych. Zgin�a w wypadku samochodowym. Jest na aparatach podtrzymuj�cych �ycie. Nadzieje s� znikome. Nie reaguje.



     Nie skorzysta�em ze swoich mo�liwo�ci. Nie chcia�em traci� czasu. Pojecha�em prosto do waszyngto�skiego biura Korporacji Gateway. Kto� stamt�d uda� si� do sekretarza Obrony, kt�ry z kolei wykombinowa� dla mnie miejsce w samolocie szpitalnym startuj�cym z Bolling za 25 minut.
    Lot trwa� trzy godziny - przez ca�� drog� znajdowa�em si� jakby w odr�twieniu. Samolot nie mia� miejsc do spania. Nie zale�a�o mi na tym. Chcia�em si� tam po prostu dosta�. Kiedy moja matka umar�a, bola�o to, ale by�em wtedy biedny, zagubiony i przyzwyczajony do cierpienia. Kiedy mi�o�� mojego �ycia, czy te� raczej kobieta, kt�ra, jak si� wydawa�o, zjawi�a si�, by sta� si� mi�o�ci� mojego �ycia, najpierw spokojnie sobie odesz�a, a p�niej zostawi�a - nawet nie umar�a, ale utkn�a gdzie� daleko, poza zasi�giem, w jakiej� okropnej astrofizycznej anomalii - to tak�e bola�o. Ale i tak by�em wtedy ca�y jedn� wielk� otwart� ran�. Nie by�em przyzwyczajony do rado�ci, nie mia�em takiego nawyku. Do b�lu mo�na odnie�� prawo Carnota. Nie mierzy si� go w absolutach, ale przez r�nic� mi�dzy �r�d�em i otoczeniem, a moje otoczenie by�o za bezpieczne i przyjemne przez zbyt d�ugi czas, �eby mnie przygotowa� na co� takiego. By�em w szoku.
    Szpital Mesa General to niewysoki budynek wkopany w pustyni� za Tucson. Zbli�aj�c si� do niego widzieli�my jedynie instalacj� s�oneczn� na „dachu", ale pod ziemi� znajdowa�o si� sze�� poziom�w sal szpitalnych, laboratori�w i blok�w operacyjnych. Wszystkie by�y przepe�nione. Tucson to przedmie�cie, z kt�rego ludzie doje�d�aj� do miasta, a Gor�czka zaatakowa�a w godzinie szczytu.
    Kiedy w ko�cu uda�o mi si� z�apa� siostr� oddzia�ow�, kt�ra si� zatrzyma�a i odpowiedzia�a na moje pytanie, dowiedzia�em si�, �e Essie nadal jest na sztucznym sercu i p�ucach, od kt�rych mog�a jednak zosta� w ka�dej chwili od��czona. By�a to strata czasu. Sprz�t medyczny nale�a�oby w�a�ciwie wykorzysta� dla innych pacjent�w, kt�rzy maj� wi�ksze szans� prze�ycia.
     Ze wstydem przyznaj�, �e szybko pozby�em si� wszelkich zasad przyzwoito�ci - tu chodzi�o o moj� �on� pod��czon� do tych urz�dze�. Wyszuka�em gabinet lekarski - lekarz i tak przez pewien czas nie b�dzie go potrzebowa� - wykopsa�em stamt�d agenta ubezpieczeniowego, kt�ry wypo�yczy� sobie jego biurko i dorwa�em si� do nadajnika. Z�apa�em po��czenie z dwoma senatorami, gdy do rozmowy wtr�ci�a si� Harriet ze sprawozdaniem od naszego programu medycznego. U Essie dawa�o si� wyczu� puls. Teraz ju� lekarze byli zdania, �e prawdopodobie�stwo powrotu do zdrowia uzasadnia korzystanie przez ni� z tych urz�dze� przez jaki� czas.
    Oczywi�cie, Pe�ny Serwis Medyczny by� nie bez znaczenia. Ale w poczekalni na zewn�trz k��bi�o si� od ludzi czekaj�cych na pomoc, a z opasek na szyi mog�em wywnioskowa�, �e te� maj� Pe�ny Serwis Medyczny. Szpital po prostu p�ka� w szwach.
    Nie mog�em wej��, �eby si� z ni� zobaczy�. Na OIOM-ie nie ma odwiedzin, czyli nawet ja nie mog�em tam wchodzi�. Wej�cia pilnowa� policjant z Tucson, kt�ry walczy� z senno�ci� po bardzo ci�kim, d�ugim dniu. Dla zabicia czasu porz�dkowa�em biurko doktora, gdzie natrafi�em na zamkni�ty obw�d transmituj�cy obrazy z intensywnej terapii i ju� go nie wy��cza�em. Nie wiedzia�em nawet, kt�ra z tych mumii to Essie ale patrzy�em. Od czasu do czasu odzywa�a si� Harriet, �eby przekaza� mi ma�o istotne wiadomo�ci. Nie zawraca�a mi g�owy zwyk�ymi troskami, czy telefonami z wyrazami wsp�czucia. Dzwoni�o bardzo wielu ludzi, ale to w�a�nie Essie u�o�y�a dla mnie program Robinette'a Broadheada, kt�ry mia� rozwi�za� problem towarzyskich z�odziei czasu. Harriet pokazywa�a osobom telefonuj�cym obraz i zmartwiony u�miech wraz z podzi�kowaniem, nawet nie zawracaj�c mi tym g�owy. Essie �wietnie potrafi�a co� takiego robi�.
     Czas przesz�y! Kiedy sobie u�wiadomi�em, �e my�l� o Essie w czasie przesz�ym, naprawd� zrobi�o mi si� �le na duszy.
    Po godzinie znalaz�a mnie Szara Dama i da�a mi bulion z krakersami, po czym sp�dzi�em czterdzie�ci pi�� minut w kolejce do publicznej toalety. Takie by�y mniej wi�cej moje rozrywki na trzecim pi�trze Mesa General, a� do chwili, gdy do pokoju wsadzi�a g�ow� siostra w fartuchu w paseczki.
    - Senor Broadhead? Por favor - powiedzia�a.
    Gliniarz nadal sta� przy drzwiach intensywnej terapii, wachluj�c si� przepoconym filcowym kapeluszem, �eby nie zasn��. Ale poniewa� pasiasta prowadzi�a mnie zdecydowanie za r�k�, nawet nie pr�bowa� oponowa�.
    Essie le�a�a pod kloszem. Dok�adnie nad jej twarz� znajdowa� si� przezroczysty kawa�ek, tak �e mog�em zobaczy� rurk� wychodz�c� z nozdrza i tampon po lewej stronie twarzy. Mia�a zamkni�te oczy. W�osy koloru brudnego z�ota zebrali jej pod siatk�. By�a nieprzytomna.
    Wpuszczali tylko na dwie minuty, a to nie za wiele. Za ma�o, �eby zorientowa� si�, czym s� te wszystkie klosze. Za ma�o, �eby Essie mog�a usi��� i porozmawia� ze mn�, czy �eby cho�by zmieni� wyraz twarzy. Za ma�o, �eby w og�le mie� jakikolwiek wyraz twarzy.
    Lekarz, kt�rego spotka�em na korytarzu, da� mi sze��dziesi�t sekund. By� to niewysoki, ciemny m�czyzna z brzuszkiem i niebieskimi szk�ami kontaktowymi. Spojrza� na kartk� papieru, �eby sprawdzi�, z kim rozmawia.
    - Pan Blackhead? - spyta�. - Pa�ska �ona ma wszystko, czego potrzebuje. Leczenie zaczyna przynosi� rezultaty. Jest nadzieja, �e pod wiecz�r odzyska przytomno��.
    Nie zada�em sobie trudu, �eby poprawi� nazwisko i spyta�em go o trzy najistotniejsze dla mnie sprawy.
    - Czy b�dzie bardzo cierpia�a? Co si� z ni� sta�o? Czy czego� potrzebuje? Pan rozumie - mog� wszystko.
    Westchn�� i przetar� oczy. Najwyra�niej szk�a nosi� ju� za d�ugo.
    - Z b�lem sobie poradzimy. I tak ma Pe�ny Serwis Medyczny. Rozumiem, �e jest pan wa�n� osobisto�ci�, panie Beackett. Ale pan nie jest w stanie tu nic pom�c. Mo�e jutro, czy pojutrze, b�dzie czego� potrzebowa�a. Ale dzisiaj nie. Autobus zmia�d�y� jej ca�� lew� stron� cia�a. Zgi�ta wp� przele�a�a sze�� czy siedem godzin, a� j� znaleziono.
    Nie wiem, czy wyda�em z siebie jaki� d�wi�k, ale doktor najwyra�niej co� us�ysza�. Gdy spojrza� w g�r� na mnie, przez szk�a kontaktowe przebi�a si� odrobina wsp�czucia.
    - W zasadzie by� to szcz�liwy zbieg okoliczno�ci. I mo�e nawet ocali� jej �ycie. Zadzia�a�o to jak opatrunek uciskowy, bo inaczej mog�aby si� wykrwawi� na �mier�. - Zamruga� oczami spogl�daj�c na strz�pek papieru, kt�ry trzyma� w r�ku. - B�dzie potrzebowa�a, niech no zobacz�... nowy staw biodrowy, strza�ki w miejsce dw�ch �eber, osiem, dziewi��, czterna�cie, mo�e dwadzie�cia cali kwadratowych nowej sk�ry. Nast�pi� te� du�y ubytek tkanki w lewej nerce. Konieczny b�dzie chyba przeszczep...
    - Je�li jest co�, w czym m�g�bym...
    - Nie, w niczym, panie Blackett - odpar� zwijaj�c papier. - Przynajmniej na razie. Prosz� teraz i�� do domu. Je�li pan ma ochot�, niech pan wr�ci po sz�stej, i mo�e b�dzie pan m�g� z ni� minut� porozmawia�. Ale w tej chwili potrzebny nam jest czas, kt�ry pan w�a�nie zajmuje.



    Harriet zd��y�a ju� za�atwi� przeniesienie rzeczy Essie z pokoju hotelowego do apartamentu na poddaszu i nawet poleci�a, �eby dostarczy� jej przybory toaletowe oraz kilka zmian garderoby. Zadekowa�em si� tam. Nie mia�em ochoty nigdzie wychodzi�. Nie sprawia�o mi przyjemno�ci ogl�danie radosnych pijaczk�w w hotelowym barze, czy ulic pe�nych ludzi, kt�rzy bez szwanku prze�yli Gor�czk� i chcieli sobie nawzajem opowiedzie�, jak niewiele brakowa�o...
     Zmusi�em si� do zjedzenia czego�. Potem do za�ni�cia. Nawet mi si� uda�o, ale tylko na chwil�. Potem wzi��em d�ug�, gor�c� k�piel z pian� i pu�ci�em jak�� muzyk�. By� to zupe�nie przyjemny hotel. Ale kiedy sko�czy� si� Strawi�ski, a zacz�� Karl Orff, lubie�na, pe�na rozwi�z�o�ci poezja Katullusa przypomnia�a, jak to ostatni raz s�ucha�em tego z moj� lubie�n�, rozwi�z�� i obecnie solidnie pokiereszowan� �on�.
    - Wy��cz to! - warkn��em i Harriet, jak zawsze czujna, wy��czy�a w p� d�wi�ku.
    - Czy chcesz odebra� wiadomo��? - spyta�a z tego samego audiog�o�nika.
    Wytar�em si� starannie.
    - Owszem. Za chwil�.
    Suchy, wyszczotkowany, w czystym ubraniu, zasiad�em przed hotelowym odbiornikiem. Nie mieli na tyle forsy, �eby zapewni� swoim go�ciom pe�ne holo, ale twarz Harriet, kiedy spojrza�a na mnie z p�askiego ekranu, by�a dostatecznie znajoma. Potwierdzi�a informacje co do Essie. Ca�y czas kontrolowa�a sytuacj� i wszystko sz�o do�� dobrze - oczywi�cie wci�� niedostatecznie dobrze. Ale nie najgorzej. Na ekranie pojawi�a si� lekarka Essie. Harriet przekaza�a nagran� z ni� rozmow�. Sprowadza�a si� ona mniej wi�cej do tego: „Nie martw si�, Robin". Czy w�a�ciwie: „Nie martw si� tak bardzo, jak ci si� wydaje, �e powiniene�."
    Musia�em si� zaj�� szeregiem spraw, kt�re mi przekaza�a Harriet. Wyda�em zgod� na przeznaczenie kolejnego p� miliona dolar�w na walk� z po�arem w kopalniach po�ywienia, poleci�em Mortonowi, �eby ustali� spotkanie z Korporacj� Gateway dla naszego cz�owieka w Brasilii, powiedzia�em mojemu po�rednikowi, co ma sprzeda�, by zdoby� troch� got�wki na ewentualno�� nie znanych nam jeszcze strat, kt�re spowodowa�a Gor�czka. Potem wys�ucha�em najciekawszych program�w, a na koniec pozwoli�em Albertowi wyst�pi� z najnowszymi informacjami na temat Fabryki Po�ywienia. Wszystko to robi�em sprawnie i efektywnie. Uzna�em, �e szans� Essie na prze�ycie wyra�nie rosn� i nie musz� marnowa� energii na zamartwianie si�. Nie pozwala�em sobie na rozwa�ania, ile kawa�k�w mi�sa i ko�ci wyd�ubano ze �licznego cia�a mojej ukochanej, a to zaoszcz�dzi�o mi uczu�, kt�rych wola�bym nie zg��bia�.



    W pewnym okresie mojego �ycia mia�em du�o do czynienia z psychologi�, w wyniku czego odkry�em w swoim wn�trzu mn�stwo takich miejsc, kt�rych wola�bym tam nie mie�. Je�li si� ju� je wydob�dzie i przyjrzy si� im z bliska, s�, owszem, z�e, ale s� przynajmniej na zewn�trz, nie w �rodku, zatruwaj�c ca�y organizm. M�j dawny program psychiatryczny, Sigfrid von Psych, nazywa� to ruchem kiszek.
    Mia� racj�, jak zreszt� we wszystkim. Jedynym, co mi si� w Sigfridzie nie podoba�o, by�o to, �e w wi�kszo�ci przypadk�w mia� tak w�ciekle i nieodmiennie racj�. Ale nie powiedzia�, �e kiszki cz�owieka s� w nieustannym ruchu. Bez ko�ca wydalaj� coraz to nowe odchody. Ale niezale�nie od tego, jak cz�sto cz�owiekowi si� co� takiego przytrafia, nie nale�y to do przyjemno�ci.
    Wy��czy�em Harriet zostawiaj�c tylko czujnik na wypadek pilnych wiadomo�ci i przez chwil� ogl�da�em jakie� komedie w piezowizji. Zrobi�em sobie drinka z nie�le zaopatrzonego barku w apartamencie, potem nast�pnego. Ale nie ogl�da�em si� skoncentrowa� na tre�ci film�w, a drink mi nie smakowa�. Zacz��em si� wi�c przygl�da� morzu fekali�w, kt�re wydobywa�o si� z mojego wn�trza. Moja ukochana �ona le�y ca�a pokiereszowana i po�amana na oddziale intensywnej terapii, a ja my�l� o kim� innym.
    Wy��czy�em stepuj�cych tancerzy i wezwa�em Alberta Einsteina. B�yskawicznie pojawi� si� na ekranie, z rozwianym siwym w�osem i ze star� fajk� w d�oni.
    - Czym mog� s�u�y�? - zamigota�.
    - Chcia�bym porozmawia� o czarnych dziurach.
    - W porz�dku, ale przecie� rozmawiali�my ju� o tym par� dobrych razy.
    - Nie pierdol! Masz to zrobi� teraz, i nie chc� �adnej matematyki. Wyja�nij to najpro�ciej jak umiesz. - B�d� musia� poprosi� Essie, �eby wyrugowa�a z jego programu pewne przyzwyczajenia.
    - Oczywi�cie, Robin - rzek�, rado�nie ignoruj�c moj� z�o��. Zmarszczy� krzaczaste brwi. - Aha, uhm. No, dobrze.
    - Czy to nie za trudne pytanie dla ciebie? - spyta�em z wi�kszym zdziwieniem ni� z�o�liwo�ci�.
    - Ale� sk�d�e, po prostu si� zastanawia�em, od czego powinienem zacz��. No c�, zacznijmy od �wiat�a. Wiesz, �e �wiat�o zbudowane jest z cz�stek zwanych fotonami. Ma mas� i wywiera ci�nienie.
     - Tyle wiem.
    - W porz�dku. Ale czarne dziury zaczynaj�, si� formowa�, kiedy brak jest ci�nienia �wiat�a. We�my na przyk�ad du�� gwiazd� - niebiesk�, klasy O, o masie dziesi�ciokrotnie wi�kszej ni� S�o�ce. Tak szybko spala swoje nuklearne paliwo, �e �yje tylko miliard lat. Od rozpadu powstrzymuje j� jedynie ci�nienie promieniowania, nazwijmy je „ci�nieniem �wiat�a" - z reakcji nuklearnej wodoru, kt�ry ��czy si� wewn�trz niej z helem. Ale z czasem wod�r si� wyczerpuje. Ci�nienie zanika i gwiazda rozpada si�. Nast�puje to bardzo, bardzo szybko, dos�ownie w kilka godzin. I gwiazda, kt�ra dotychczas mia�a kilka milion�w kilometr�w �rednicy, ma ich nagle tylko trzydzie�ci. Kapujesz?
    - Chyba tak. Id� dalej.
    - No c� - powiedzia� zapalaj�c fajk� i poci�gaj�c kilka razy. Ca�y czas si� zastanawiam, czy mu to sprawia przyjemno��. - To jeden ze sposob�w powstawania czarnych dziur. Mo�na by powiedzie� klasyczny. Zapami�taj to sobie i teraz przejd�my do nast�pnego punktu - pr�dko�ci kosmicznej.
    - Wiem, o co chodzi.
    - Jasne, Robin - skin�� g�ow�. - Taki stary poszukiwacz z Gateway jak ty by nie wiedzia�! Wyobra� sobie, �e jeste� na powierzchni Gateway i wyrzucasz w g�r� kamie�. Pewnie by spad�, bo nawet asteroid ma jak�� si�� ci�ko�ci. Ale gdyby� wyrzuci� go dostatecznie szybko, z pr�dko�ci� na przyk�ad 40 czy 50 kilometr�w na godzin�, ju� by nie wr�ci�. Osi�gn��by pr�dko�� kosmiczn� i oddali� si� na zawsze. Na Ksi�ycu trzeba by go rzuci� szybciej, powiedzmy dwa czy trzy kilometry na sekund�. Na Ziemi jeszcze szybciej - ponad jedena�cie kilometr�w na sekund�.
     - I teraz - ci�gn�� nachylaj�c si�, �eby wyrzuci� popi� z fajki i zapali� j� jeszcze raz - gdyby� si� znalaz� na obiekcie, kt�ry ma bardzo, ale to bardzo du�� si�� przyci�gania na powierzchni, warunki by�yby jeszcze gorsze. Wyobra�my sobie tak� si�� grawitacji, kt�rej pr�dko�� kosmiczna jest bardzo du�a - powiedzmy trzysta dziesi�� tysi�cy kilometr�w na sekund�. Nie potrafi�by� rzuci� kamienia z tak� szybko�ci�. Nawet �wiat�o nie jest takie szybkie. A wi�c nawet �wiat�o - pyk, pyk - nie mo�e si� stamt�d wydosta�, poniewa� jego pr�dko�� jest o dziesi�� tysi�cy kilometr�w na sekund� za ma�a. A wiemy, �e je�li �wiat�o nie mo�e si� wydosta�, to nic nie mo�e. To ju� stwierdzi� Einstein. Wybacz mi moj� pr�no��. - Dos�ownie mrugn�� do mnie znad fajki. - A wi�c to jest czarna dziura. Czarna, bo w og�le nie promieniuje.
     - A statki Heech�w? One lataj� szybciej ni� �wiat�o.
    - Tu mnie masz - u�miechn�� si� Albert ze skruch�.
    - Tyle, �e my nie wiemy, jak to robi�. Mo�e Heech potrafi si� wydosta� z czarnej dziury, kto wie? Ale nie mamy �adnych dowod�w na to, �e jakiemu� Heechowi si� to uda�o.
    Zastanowi�em si� nad tym przez chwil�.
    - M�w dalej - rzek�em.
    - Dobrze, Robin - zgodzi� si� ze mn�. - Kwestia poruszania si� szybciej ni� �wiat�o i kwestia wydostania si� z czarnej dziury to zasadniczo to samo. - Przerwa� i milcza� d�u�sz� chwil�. - Wydaje mi si� - doda� ze skruch� - �e to prawie wszystko, co w chwili obecnej mo�emy w spos�b sensowny powiedzie� na ten temat.
    Wsta�em, �eby sobie dope�ni� drinka i zostawi�em go tam siedz�cego i cierpliwie pykaj�cego fajk�. Czasami zapominam, �e tam nic nie ma, nic - tylko kilka interferencyjnych uk�ad�w kolimacyjnego �wiat�a na bazie paru ton metalu i plastiku.
     - Albert, powiedz mi jeszcze jedno - zacz��em - podobno wy, komputery, jeste�cie szybkie jak b�yskawica. Dlaczego wi�c czasami potrzebujesz tyle czasu na odpowied�. Czy dla uzyskania dramatycznego efektu?
     - Owszem, Bob, czasami tak, jak na przyk�ad w tym przypadku - doda� po chwili. - Ale rozumiesz chyba, �e trudno mi jest „gaw�dzi�". Je�li potrzebujesz informacji, na przyk�ad o „czarnych dziurach", mog� ci je odtworzy� bez problemu. Powoli - sze�� milion�w bit�w na sekund�. Ale �eby ci je przekaza� w spos�b dla ciebie zrozumia�y, a przede wszystkim, �eby uj�� to w form� rozmowy, nie wystarczy mi tylko korzystanie z pami�ci. Musz� szuka� s��w w literaturze i nagranych konwersacjach. Musz� przygotowa� analogie i przeno�nie adekwatne do twoich struktur umys�owych. Musz� przewidzie� tak�e zarzuty, jakie mog� wynikn�� z okre�lanych przez ciebie normatyw�w mojego zachowania oraz z odniesie� do charakteru konkretnej rozmowy. To nie takie proste.
    - Jeste� m�drzejszy ni� przypuszcza�em. Wystuka� popi� z fajki i spojrza� na mnie spod swojej zmierzwionej bia�ej czupryny.
    - Czy nie masz nic przeciwko temu, �ebym stwierdzi�, �e ty te�?
    - Dobra z ciebie maszyna - tymi s�owami go zwolni�em. Wyci�gn��em si� na piankowym materacu, na p� �pi�cy, z drinkiem w r�ku. Przynajmniej na chwil� oderwa� moje my�li od Essie, ale w g�owie pozostawa�o dr�cz�ce pytanie: gdzie�, kiedy� powiedzia�em to samo innemu programowi, ale nie pami�ta�em ju�, kiedy.
    Harriet zbudzi�a mnie m�wi�c, �e telefonuje nasz lekarz - nie program, ale prawdziwa, �ywa dr Wilma Liederman, kt�ra od czasu do czasu osobi�cie sprawdza�a, czy maszyny spisuj� si� jak nale�y.
    - Robin, wydaje mi si�, �e niebezpiecze�stwo min�o.
    - To... wspaniale - zareagowa�em �a�uj�c, �e nie oszcz�dzam takich s��w na sytuacje, kiedy rzeczywi�cie chc� je wypowiedzie�, bo teraz nie wyra�a�y w pe�ni tego, co czuj�. Nasz program zd��y� ju� oczywi�cie po��czy� si� z obwodami Mesa General. Wilma wiedzia�a o stanie Essie tyle samo, co niewysoki, ciemny m�czyzna, z kt�rym rozmawia�em, i naturalnie wt�oczy�a ca�y medyczny raport o stanie chorej do pami�ci Mesa General. Wilma zaproponowa�a, �e sama przyleci, je�li chc�. Odpar�em, �e to ona jest lekarzem, nie ja. W ko�cu wpad�a na pomys�, �e poprosi swoj� szkoln� kole�ank�, kt�ra mieszka w Kolumbii, �eby w jej imieniu zaopiekowa�a si� Essie.
    - Ale nie odwiedzaj jej dzi� wieczorem - ostrzeg�a. - Je�li chcesz, mo�esz z ni� porozmawia� przez telefon - to moje lekarskie zalecenie. Tylko jej nie m�cz. Jutro na pewno b�dzie silniejsza.
    Wi�c zatelefonowa�em do Essie i rozmawia�em z ni� przez trzy minuty - sprawia�a wra�enie lekko rozkojarzonej, ale wiedzia�a, co si� dzieje. Dopiero wtedy pozwoli�em sobie p�j�� spa� i kiedy ju� morzy� mnie sen, przypomnia�em sobie, �e Albert powiedzia� do mnie „Bob".
     Dawno, dawno temu mia�em taki program, z kt�rym by�em zaprzyja�niony, i kt�ry czasem m�wi� do mnie „Robin", czasami „Bob", a niekiedy nawet „Bobby". Nie rozmawia�em z nim ju� od wielu lat, bo nie mia�em takiej potrzeby, ale mo�e w�a�nie zaczyna�em j� odczuwa�.



    Pe�ny Serwis Medyczny to rzeczywi�cie jest co�. Masz wszystko. Je�li jest jaki� spos�b, �eby� zachowa� zdrowie, albo �eby ci� utrzyma� przy �yciu, to ci go udost�pni�. A takich sposob�w jest wiele. Pe�ny Serwis Medyczny mo�e kosztowa� nawet setki tysi�cy dolar�w rocznie. Niewielu ludzi na co� takiego sta�. Mniej ni� dziesi�� procent, nawet w krajach rozwini�tych. Ale w zamian daje ci bardzo wiele. W�a�nie nast�pnego dnia po lunchu zwr�ci� mi Essie.
    Wilma uwa�a�a, �e wszystko jest w porz�dku. Wszyscy inni te�. Tucson dosz�o do siebie po tym wydarzeniu. Odwo�ano ju� stan wyj�tkowy wywo�any Gor�czk�.
    A s�u�by miejskie znowu dzia�a�y tak jak zwykle, to znaczy �e znowu mog�y rozwozi� to, za co ludzie zap�acili. Wi�c w po�udnie prywatna karetka przywioz�a ��ko, sztuczne p�ucoserce, zestaw do dializy i obwody. O dwunastej trzydzie�ci do apartamentu po przeciwnej stronie korytarza wprowadzi�a si� ekipa piel�gniarek, a kwadrans po drugiej wjecha�em wind� baga�ow� z sze�cioma metrami sze�ciennymi oprzyrz�dowania, wewn�trz kt�rych znajdowa�o si� moje serce - moja �ona.. Pe�ny Serwis Medyczny zapewnia� mi�dzy innymi kropl�wki ze �rodkami przeciwb�lowymi, moderatorami nastroj�w, kortykosterydami, kt�re maj� przyspieszy� proces gojenia si� ran oraz moderatorami, kt�re czuwaj� nad tym, �eby kortykosterydy nie zniszczy�y jej kom�rek, a tak�e czterysta kilogram�w rurek pod rusztowaniem ��ka, �eby �ledzi� wszystko, co Essie robi, i �eby w razie czego interweniowa� i jej pom�c - je�li czego� nie mo�e zrobi�. Samo przeniesienie jej z maszynerii, w kt�rej przyjecha�a, do g��wnej sypialni zaj�o p�torej godziny. Szkolna kole�anka Wilmy nadzorowa�a ekip� internist�w i sanitariuszy. Wyrzucili mnie wtedy z pokoju. W hotelowym hallu wypi�em kilka fili�anek kawy przygl�daj�c si�, jak windy wewn�trz budynku je�d�� w g�r� i w d�. Kiedy pomy�la�em, �e wolno mi wej�� z powrotem, natkn��em si� w hallu na znajomego doktora ze szpitala. Uda�o mu si� troch� przespa� i mia� na nosie okulary w metalowej oprawce zamiast szkie� kontaktowych.
    - Prosz� jej nie zam�cza� - zwr�ci� si� do mnie.
    - Wszyscy mi to w k�ko powtarzaj�.
    U�miechn�� si� i wprosi� na fili�ank� kawy - dla mnie by�a to ju� trzecia. Okaza�o si�, �e to zupe�nie fajny facet, i �e by� najlepszym �rodkowym w koszykarskiej dru�ynie Tempe, kiedy studiowa� w Arizonie. Bardzo mi si� podoba�o, �e kto� taki, maj�cy metr sze��dziesi�t wzrostu, gra w dru�ynie koszyk�wki i rozstali�my si� jak przyjaciele. To by�a najlepsza gwarancja. Nie dopu�ci�by do tego, gdyby nie mia� ca�kowitej pewno�ci, �e Essie si� z tego wygrzebie.
    Wtedy jeszcze nie zdawa�em sobie sprawy z tego, ile to „wygrzebywanie si�" mia�o potrwa�.
    Nadal trzymano j� pod kloszem, co oszcz�dzi�o mi widoku jej wym�czonego cia�a. Dzienna piel�gniarka wycofa�a si� do salonu, poleciwszy mi, �ebym Essie nie zm�czy�, i przez chwil� rozmawiali�my. Tak naprawd� nic sobie nie powiedzieli�my. S.Ja. nie jest osob� rozmown�. Zapyta�a mnie o wiadomo�ci z Fabryki Po�ywienia i kiedy przekaza�em jej trzydziestosekundowe sprawozdanie na ten temat, spyta�a o Gor�czk�. Ale udzieliwszy odpowiedzi na jej jednozdaniowe pytanie za pomoc� czterech czy pi�ciu tysi�cy s��w zda�em sobie spraw�, �e rozmowa to dla niej prawdziwy wysi�ek i �e nie powinienem jej m�czy�.
    M�wi�a, i to nawet z sensem. I wygl�da�o na to, �e si� wcale nie martwi. Wi�c wr�ci�em do swojej konsoli i do pracy.
    Czeka�a tam na mnie jak zwykle porcja sprawozda�, kt�re trzeba by�o przejrze�, i decyzji, kt�re nale�a�o podj��. Kiedy ju� si� z tym upora�em, wys�ucha�em ostatniego raportu z Fabryki Po�ywienia i wkr�tce zorientowa�em si�, �e pora i�� spa�.
    Le�a�em w ��ku dobr� chwil�. Nie by�em niespokojny i nie by�em zm�czony. Le�a�em tak sobie, �eby uwolni� si� od wszelkich stres�w. S�ysza�em, jak w salonie kr�ci si� nocna piel�gniarka. Z kolei z pokoju Essie dobiega� r�wnomierny, cichy szum, stukot, bulgotanie maszyn, kt�re utrzymywa�y moj� �on� przy �yciu. �wiat mnie zdecydowanie wyprzedzi�. To wszystko mnie przerasta�o. Nie dociera�o do mnie, �e Essie by�a martwa przez czterdzie�ci osiem godzin. Kaput! Nie�ywa. Gdyby nie Pe�ny Serwis Medyczny i mn�stwo szcz�cia, w tej w�a�nie chwili wybiera�bym ubranie na jej pogrzeb.
    A gdzie� w zakamarkach mojej g�owy znajdowa�a si� niewielka liczba kom�rek m�zgowych, kt�re rozumia�y ten fakt i my�la�y sobie, �e, no, �e mo�e by�oby troch� pro�ciej, gdyby jej nie przywr�cili do �ycia.
    Nie mia�o to nic wsp�lnego z faktem, �e kocham Essie. �yczy�em jej tylko dobrze, prze�y�em szok, kiedy dowiedzia�em si� o jej wypadku. Ta malutka cz�stka mojego wn�trza m�wi�a tylko sama za siebie. Za ka�dym razem przewa�aj�ca wi�kszo�� kom�rek mojego m�zgu by�a za kochaniem Essie, bez wzgl�du na to, kiedy i jak to pytanie pada�o.
     Nigdy nie by�em do ko�ca pewien, co s�owo „mi�o��" oznacza. Szczeg�lnie w odniesieniu do mnie. Zanim zasn��em, przysz�o mi do g�owy �eby zatelefonowa� do Alberta i poprosi� go, �eby mi to wyja�ni�. Ale nie zadzwoni�em. Albert to niew�a�ciwy program do tego typu pyta� - a ja nie mia�em ochoty rozmawia� z w�a�ciwym.



    W miar� jak nap�ywa�y raporty i obserwowa�em rozw�j sytuacji w Fabryce Po�ywienia, czu�em si� troszk� nie na miejscu. Kilka wiek�w temu w�adcy Anglii czy Hiszpanii dowodzili na odleg�o�� miesi�ca czy dw�ch od front�w walki. Nie by�o telegram�w, satelit�w. Rozkazy p�yn�y statkami, a odpowiedzi przychodzi�y w miar� mo�liwo�ci. Szkoda, �e nie potrafi� tego robi� tak jak oni! Pi��dziesi�t dni odleg�o�ci w t� i z powrotem mi�dzy nami a grup� Herter-Hall wydawa�o si� wieczno�ci�. Ja znajdowa�em si� w Gandawie, a oni tam. Andy Jackson wyciska� soki z Brytyjczyk�w wiele tygodni po zako�czeniu wojny w Nowym Orleanie. Oczywi�cie, natychmiast wys�a�em rozkazy, jak si� powinni zachowywa�. I jakie pytania zadawa� Wanowi. Jakie pr�by podj��, �eby zmieni� nieco kurs Fabryki Po�ywienia. Ale oddaleni o pi�� tysi�cy jednostek astronomicznych st�d robili, co im si� wydawa�o s�uszne. Kiedy moje rozkazy nadejd�, �adne pytanie mo�e nie b�dzie mia�o racji bytu.
    Wraz z popraw� stanu zdrowia Essie polepsza� si� te� i m�j nastr�j. Jej serce pracowa�o ju� samo. Powietrza dostarcza�y jej w�asne p�uca. Zdj�li z niej klosz i mog�em j� dotkn�� oraz poca�owa� w policzek. Ona interesowa�a si� wszystkim doko�a. Interesowa�a si� zreszt� przez ca�y czas. Kiedy stwierdzi�em, �e nie mia�a okazji uczestniczy� w swojej konferencji, u�miechn�a si� do mnie.
    - Wszystko jest nagrane, drogi Robinie. Puszcza�am sobie, gdy by�e� zaj�ty.
    - Ale nie mog�a� wyg�osi� referatu.
    - Tak my�lisz? A czemu nie? U�o�y�am dla ciebie program „Robinette Broadhead". Czy nie wiedzia�e�, �e zrobi�am te� program dla siebie? Konferencja by�a w pe�ni holograficzna i S.Ja. Laworowna-Broadhead wyg�osi�a ca�y tekst referatu. A nawet si� podoba�a. I jeszcze da�a sobie rad� z pytaniami, bo przez sie� po�yczy�am sobie Alberta.
     Tak, jest wspania�a. Zawsze o tym wiedzia�em. Problem w tym, �e tego po niej oczekuj� i kiedy rozmawia�em z jej lekarzem, sprowadzi� mnie na ziemi�. By� w przelocie mi�dzy apartamentem a Mesa General. Kiedy zapyta�em go, czy m�g�bym j� zabra� do domu, zawaha� si�, przygl�daj�c mi si� przez niebieskie szk�a kontaktowe.
    - Chyba tak - odpar�. - Ale musi pan zdawa� sobie spraw� z tego, jak powa�ne s� jej obra�enia. W tej chwili gromadzi pewne zapasy si�y - b�dzie ich potrzebowa�.
    - Wiem, doktorze, czeka j� jeszcze jedna operacja.
    - Niejedna, panie Broadhead. Przypuszczam, �e pa�ska �ona sp�dzi nast�pnych par� miesi�cy na zabiegach chirurgicznych i rekonwalescencji. I nie chcia�bym, �eby pan uzna�, �e ich wyniki s� z g�ry przes�dzone - poucza�. - Ryzykowny jest ka�dy najdrobniejszy zabieg, a czeka j� jeszcze par� powa�nych operacji. Niech pan o ni� dba. Zreanimowali�my j� po jednym zatrzymaniu akcji serca. Nie mog� zagwarantowa�, �e tak b�dzie za ka�dym razem.
    Wi�c wszed�em do Essie w nieco bardziej utemperowanym nastroju, z postanowieniem, �e zaczn� o ni� dba�.
    Piel�gniarka sta�a przy ��ku i obie ogl�da�y ta�my z konferencji komputerowej na p�askim ekranie. Poniewa� ekran Essie by� po��czony z du�ym, w pe�ni holograficznym i wsp�zale�nym monitorem, kt�ry przestawi�em do swojego pokoju, zobaczy�em, �e w rogu �wieci si� ma�e �wiate�ko oczekiwania przeznaczone dla mnie. Harriet mia�a mi co� do powiedzenia. To co� mo�e zaczeka�. Kiedy �wiat�o zaczyna�o pulsowa�, na przemian ja�nie� i czerwienie�, sprawa by�a wa�na. W tej chwili najwa�niejsza by�a jednak Essie.
     - Alma, mo�esz nas na chwil� zostawi�? - poprosi�a Essie. Piel�gniarka popatrzy�a na mnie i wzruszy�a ramionami. Czemu nie? Wi�c usiad�em na krze�le przy ��ku Essie i si�gn��em po jej d�o�.
    - Jak to mi�o, �e mo�na ci� znowu dotkn�� - zauwa�y�em.
    Z ust Essie wyrwa� si� chrapliwy, gard�owy �miech. Ucieszy�em si�, s�ysz�c go.
    - Za par� tygodni b�dziesz m�g� dotkn�� wi�cej. A teraz nie ma przeciwwskaza�, by ci� ca�owa�.
    Wi�c oczywi�cie j� poca�owa�em - dostatecznie mocno, �eby zarejestrowa�y to przyrz�dy, poniewa� dzienna piel�gniarka zajrza�a przez drzwi sprawdzi�, co si� dzieje. Ale nie przerwa�a nam. Zrobili�my to sami. Essie wyci�gn�a praw� r�k� - lewa ci�gle tkwi�a w odlewie zakrywaj�cym B�g jeden wie, co - i odgarn�a z oczu ciemnoblond w�osy, ufarbowane w pasemka.
    - Bardzo mi�o - oceni�a. - Czy chcesz zobaczy�, co ma do powiedzenia Harriet?
    - Niespecjalnie.
    - Nieprawda - zaprzecza�a. - Rozmawia�e� z doktorem Benem. I powiedzia� ci, �e masz by� dla mnie mi�y. Ale ty zawsze jeste� - tylko nie wszyscy to zauwa�aj�. - U�miechn�a si� i odwr�ci�a g�ow� w kierunku ekranu.
     - Harriet! - zawo�a�a. - Robin jest tutaj.
    Nie wiedzia�em, a� do tamtej chwili, �e program sekretarki odpowiada na polecenia mojej �ony tak samo jak na moje. Ale nie wiedzia�em te�, �e mo�e po�ycza� sobie m�j program naukowy. Zw�aszcza bez mojej wiedzy.
     - Je�li to jakie� interesy, niech z tym poczeka, chyba �e to sprawa nie cierpi�ca zw�oki - poleci�em, kiedy radosna, ale jednocze�nie zatroskana twarz Harriet pojawi�a si� na ekranie.
    - Nie, nic z tych rzeczy - odpar�a. - Ale Albert koniecznie chce z tob� rozmawia�. Ma ciekawe informacje z Fabryki Po�ywienia.
    - Odbior� w drugim pokoju - zacz��em, lecz Essie po�o�y�a swoj� d�o� na mojej.
    - Nie, tutaj, mnie to te� ciekawi. Wi�c poleci�em Harriet, �eby zaczyna�a. Us�ysza�em g�os Alberta, ale jego twarz si� nie pojawi�a.
    - Sp�jrz na to - powiedzia� i ekran zape�ni� si� czym� w rodzaju ameryka�skiego portretu rodzinnego w stylu gotyckim. Obok siebie stali m�czyzna i kobieta, cho� w zasadzie nie - osobnik p�ci m�skiej i �e�skiej. Mieli twarze, r�ce, nogi, a samica r�wnie� piersi. Obydwoje mieli zmierzwione brody i d�ugie w�osy splecione w warkocz. Ubrani byli w owijane wok� cia�a stroje typu safari, z barwnymi plamami rozja�niaj�cymi jednostajno�� tkaniny.
    Wstrzyma�em oddech. Zaskoczy� mnie ten obrazek.
    W dolnym rogu ekranu pojawi� si� Albert.
    - Nie s� „prawdziwi" - powiedzia�. - To kompozycje stworzone przez komputer pok�adowy na podstawie opisu Wana. Ch�opiec uwa�a je za do�� wierne.
    Prze�kn��em �lin� i spojrza�em na Essie. Musia�em nad sob� zapanowa�, zanim zapyta�em.
    - Czy tak... mogliby wygl�da� Heechowie?
    Zmarszczy� brwi, ss�c fajk�. Postaci na ekranie obraca�y si� uroczy�cie, jakby powoli wykonuj�c jaki� taniec ludowy, tak �eby�my mogli je obejrze� ze wszystkich stron.
    - Nie wszystko mi tu pasuje. Robin. Na przyk�ad ten s�awny problem z ty�kami Heech�w. Mamy ich niekt�re meble, na przyk�ad fotele sprzed tablic kontrolnych na ich statkach. Na ich podstawie wywnioskowali�my, �e ty�ki Heech�w w niczym nie przypominaj� ludzkich, poniewa� wydaje nam si�, �e w takim fotelu jest miejsce na du��, zwisaj�c� struktur�. Mo�e maj� cia�o podzielone jak u osy, z czym� zwisaj�cym poni�ej miednicy, mi�dzy nogami. Czego� takiego nie widzimy na obrazie komputerowym. Ale... to brzytwa Ockhama, Robin!
    - Pewnie nied�ugo b�dziesz m�g� to wyja�ni�.
    - Oczywi�cie, Robin, ale mamy tu do czynienia z prawem logiki, kt�re chyba znasz. Przy braku dowod�w najlepiej przyj�� najprostsz� teori�. Znamy tylko dwie inteligentne rasy w dziejach wszech�wiata. Jak si� wydaje, nie nale�� do naszej - inny jest kszta�t czaszki, zw�aszcza szcz�ki. Maj� te� tr�jk�tne �uki brwiowe, bardziej jak u ma�py, ni� istoty ludzkiej. Nietypowe s� tu z�by. Prawdopodobnie wi�c nale�� do tej drugiej rasy.
     - To troch� przera�aj�ce - szepn�a Essie. Rzeczywi�cie, zw�aszcza dla mnie, bo w zasadzie na mnie spoczywa�a odpowiedzialno��. To ja w�a�nie poleci�em grupie Herter-Hall, �eby wyruszy�a i zrobi�a rekonesans. I je�eli w tym czasie odnale�li�my Heech�w...
    Nie by�em jeszcze got�w do rozwa�a�, co to mo�e oznacza�.
    - A kim s� Zmarli? Wiesz co� ju� o nich?
    - Owszem - odpowiedzia� kiwaj�c siw� strzech� w�os�w. - Sp�jrz na to.
    Obrazki znikn�y i na ekranie pojawi� si� tekst:

    RAPORT LOTU

    Pojazd 5-2. Wyprawa 08D31. Za�oga A. Meacham, D. Filgren, H. Meacham.
    Lot stanowi� eksperyment naukowy. Za�odze wolno by�o tylko zabra� przyrz�dy i wyposa�enie komputerowe. Maksymalny okres r�wnowagi biologicznej - ok. 800 dni. Pojazd nie zg�osi� si� do bazy po 1200 dniach. Uznany za zaginiony.

     - Mieli dosta� tylko pi��dziesi�t tysi�cy dolar�w premii - niewiele, ale to jedna z pierwszych misji Gateway - skomentowa� Albert. - H. Meacham to zdaje si� Zmar�y, kt�rego Wan nazywa Henriett�. By�a kim� w rodzaju astrofizyka bez tytu�u. Wiesz, taki typ, co to nie mo�e napisa� pracy dyplomowej. Nie uda�o si� jej. Kiedy pr�bowa�a broni� pracy, powiedzieli, �e to bardziej psychologia ni� fizyka, wi�c polecia�a na Gateway. Pilot mia�a na imi� Doris, co si� zgadza, a ta druga osoba - to m�� Henrietty, Arnold.
    - Zatem jednego z nich zidentyfikowa�e�. A wi�c �yli kiedy� naprawd�?
    - Oczywi�cie, przynajmniej na dziewi��dziesi�t dziewi�� procent. Zmarli m�wi� czasami od rzeczy - poskar�y� si�, ponownie pojawiaj�c si� na ekranie. - Rzecz jasna, nie mieli�my okazji bezpo�rednio si� o tym przekona�. Komputer pok�adowy nie jest tak naprawd� przystosowany do tego typu zada�. Ale zgadzaj� si� nie tylko nazwiska. Zgadza si� r�wnie� rodzaj misji. By�y to badania astrofizyczne. Henrietta w rozmowie kilkakrotnie wspomina o problemach zwi�zanych z astrofizyk�. Oczywi�cie, opr�cz tych, kt�re bezpo�rednio wi��� si� z seksem - mrugn��, pocieraj�c policzek fajk�. - Na przyk�ad „Strzelec A Zach�d" - �r�d�o fal radiowych w centrum galaktyki. „NGC 1199" - gigantyczna eliptyczna galaktyka, fragment du�ego roju. „Przeci�tna pr�dko�� promieniowa sferycznych roj�w" - w naszej galaktyce wynosi oko�o pi��dziesi�ciu kilometr�w na sekund�. I tak dalej.
    - Nie musisz mi tego wszystkiego opowiada� - wtr�ci�em po�piesznie. - Czy wiesz, o co tu chodzi? To znaczy, o czym w zasadzie m�wisz?
     Zapad�a chwila milczenia, ale niezbyt d�uga. Nie sprawdza� ca�ej literatury przedmiotu - zrobi� to ju� wcze�niej.
    - O kosmologii - odpar�. - Chyba o klasycznej kontrowersji Hoyle'a-Opika-Gamowa, rozwa�aj�cej czy wszech�wiat jest zamkni�ty, czy otwarty, sko�czony, czy wreszcie cykliczny. Czy znajduje si� w stanie r�wnowagi, czy te� zaistnia� wraz z wielkim wybuchem.
     Znowu przerwa�, tym razem, by pozwoli� mi si� zastanowi�. Zastanawia�em si�, ale bez wi�kszych rezultat�w.
    - Niewiele z tego wynika - zauwa�y�em.
    - W�a�ciwie masz racj�. Chocia� w jaki� spos�b wi��e si� to z twoimi pytaniami na temat czarnych dziur.
    Do diab�a z tym twoim matematycznym sercem! - pomy�la�em. Wygl�da� niewinnie jak baranek - taki spokojny i powa�ny, gdy wydmuchiwa� dym ze swojej starej fajki.
    - Wystarczy! - poleci�em i wpatrywa�em si� w pusty ekran d�ugo po tym, jak znik�, na wypadek, gdyby Essie przysz�o do g�owy spyta�, czemu interesowa�em si� czarnymi dziurami.
     No c�, nie spyta�a. Le�a�a, wpatruj�c si� w lustra na suficie.
    - Czy wiesz, Robin, na co mia�abym ochot�? - zada�a mi po chwili pytanie.
    Spodziewa�em si� tego.
    - Na co?
    - Chcia�abym si� podrapa�.
    - Uff - tylko na tyle mog�em si� zdoby�. Poczu�em si�, jakby ze mnie wyj�to korek i spuszczono powietrze. By�em ju� got�w si� broni�, przej�ty trosk� o Essie, przez wzgl�d na jej stan zdrowia. Jednak nie musia�em. Chwyci�em jej d�o�.
    - Martwi�em si� o ciebie.
    - Tak, ja te� - odpar�a rzeczowo. - Robin, powiedz mi, czy to prawda, �e Gor�czki pochodz� z jakiego� mentalnego nadajnika Heech�w?
    - Tak si� przynajmniej na razie wydaje. Albert uwa�a, �e ma to jaki� zwi�zek z elektromagnetyzmem, ale chwilowo nie potrafi nic wi�cej powiedzie� - pog�aska�em �y�ki na wierzchu jej d�oni, a ona poruszy�a si� niespokojnie - tylko od szyi w g�r�.
    - Troch� si� obawiam tych Heech�w! - wyzna�a.
    - C� za delikatno��! Jaki umiar. Je�li o mnie chodzi, sram ze strachu w gacie. - To prawda. Ca�y dr�a�em. Ma�e, ��te �wiate�ko w rogu ekranu zamruga�o.
    - Kto� chce si� z tob� porozumie�.
    - Niech poczeka. W tej chwili rozmawiam z kobiet�, kt�r� kocham.
    - Dzi�kuj� ci, Robin. Je�li boisz si� Heech�w tak samo jak ja, to czemu to wszystko ci�gniesz?
     - No c�, kochanie. Nie mam innego wyboru. Przez pi��dziesi�t dni i tak nie mo�na nic zrobi�. Gdybym teraz kaza� im przerwa� i wraca� do domu, dowiedzieliby si� o tym dopiero za dwadzie�cia pi�� dni.
    - Tak, oczywi�cie. Ale gdyby� m�g�, przerwa�by� to? Nie odpowiedzia�em. Czu�em si� bardzo dziwnie, troszk� przestraszony, jakbym nie by� sob�.
    - A je�li Heechowie nas nie lubi�? - spyta�a.
    ï¿½wietne pytanie! Sam je sobie zadawa�em od chwili, kiedy podj��em decyzj�, by wsi��� na statek z Gateway i wyruszy� w przestrze�. A je�li spotkamy Heech�w, a oni nas nie lubi�? Je�li zgniot� nas jak muchy, b�d� torturowa�, zrobi� z nas niewolnik�w, b�d� na nas eksperymentowa� - albo je�li po prostu nas zignoruj�? Nie odrywaj�c oczu od ��tego punkciku, kt�ry zacz�� powoli pulsowa�, odezwa�em si� do niej matczynym tonem.
    - No c�, nie ma w zasadzie przes�anek, �e mog� zrobi� nam krzywd�.
    - Nie musisz mnie pociesza� - by�a wyra�nie rozdra�niona, ja zreszt� te�. Jej monitory musia�y co� zarejestrowa�, poniewa� piel�gniarka znowu zajrza�a, cho� niezdecydowana zatrzyma�a si� w progu i po chwili wycofa�a.
    - Stawka jest zbyt wysoka, Essie. Pami�tasz nasz zesz�oroczny pobyt w Kalkucie? - Pojechali�my tam na jedno z jej seminari�w. Musieli�my wyjecha� wcze�niej, bo nie mogli�my znie�� potwornego widoku miasta dwustu milion�w n�dzarzy.
    Przygl�da�a mi si� marszcz�c brwi.
    - Tak, wiem, g��d. Ale g��d by� zawsze, Robin.
    - Nie taki. Nie taki, jaki b�dzie nied�ugo, je�li si� czego� nie zrobi, by mu zapobiec. �wiat p�ka w szwach. Albert twierdzi... - zawaha�em si�. W zasadzie nie chcia�em jej przekaza�, co obliczy� Albert. Syberia ju� nie produkowa�a �ywno�ci. Jej wyeksploatowana gleba przypomina�a Gobi. G�rna warstwa ziemi w �rodkowo-zachodniej Ameryce zmala�a zaledwie do paru cali i nawet kopalnie po�ywienia z trudem mog�y sprosta� zapotrzebowaniu. Albert powiedzia�, �e zosta�o nam mo�e dziesi�� lat.
     Sygna� �wietlny sta� si� czerwony i mruga� szybko, lecz nie chcia�em sobie przerywa�.
    - Essie - zacz��em. - Je�li uda nam si� uruchomi� Fabryk� Po�ywienia, to znaczy, �e przywieziemy po�ywienie CHON dla wszystkich g�oduj�cych i ju� nigdy nie b�dzie g�odu. To dopiero pocz�tek - je�li sami wymy�limy, jak budowa� statki Heech�w i jak kierowa� je tam, gdzie chcemy, mogliby�my skolonizowa� nowe planety. Wiele nowych planet! Ma�o tego! Z pomoc� technologii Heech�w mogliby�my wci�gn�� wszystkie asteroidy do systemu s�onecznego - stworzy� z nich nowe Gateway. Przekszta�ci� je w miejsce nadaj�ce si� do zamieszkania - planet� o warunkach zbli�onych do ziemskich! Mogliby�my stworzy� raj dla znacznie wi�kszej liczby ludno�ci Ziemi na nast�pny milion lat! Przerwa�em, bo zda�em sobie spraw� z tego, �e pieprz� bez sensu. Czu�em si� przygn�biony, jakby troch� nieprzytomny, zmartwiony i pe�en po��dania, a z wyrazu twarzy Essie zorientowa�em si�, �e i ona odczuwa co� dziwnego.
     - W tym, co m�wisz, jest du�o racji - zacz�a, ale nic ju� wi�cej nie powiedzia�a. Sygna� �wietlny sta� si� jaskraworubinowoczerwony, migota� jakpulsar, a potem znik� i na ekranie pojawi�a si� przej�ta twarz Alberta Einsteina. Po raz pierwszy ukaza� si� nie wzywany.
    - Robin! - zawo�a�. - Odnotowali�my kolejny atak Gor�czki!
    Wsta�em roztrz�siony.
    - Ale to przecie� nie pora! - zauwa�y�em bez sensu.
    - Tym niemniej to prawda. Atak mia� do�� dziwny przebieg. Przesilenie prawdopodobnie nast�pi�o nieca�e sto sekund temu. Tak... - skin�� i jakby nas�uchiwa� jakiego� nies�yszalnego g�osu - ju� wygasa.
    I rzeczywi�cie, czu�em si� ju� inaczej. �aden dotychczasowy atak nie by� taki kr�tki, �adnego nie odczuwa�em w podobny spos�b. Najwyra�niej kto� inny eksperymentowa� z le�ank�.
    - Albert, prze�lij piln� wiadomo�� do Fabryki Po�ywienia: Natychmiast zaprzesta�, podkre�li� natychmiast, dalszego korzystania z le�anki pod jakimkolwiek pozorem. Je�li to mo�liwe - zdemontowa� j� nie uszkadzaj�c. W przypadku z�amania zakazu, przepada ca�a wyp�ata i premia.
    - Ju� jest w drodze! - odpar� znikaj�c.
    Przez chwil� patrzyli�my z Essie na siebie.
    - Ale nie powiedzia�e� im, �eby przerwali misj� i wr�cili - rzek�a w ko�cu.
    - To by niczego nie zmieni�o - wzruszy�em ramionami.
    - To prawda - zgodzi�a si�. - I poda�e� mi kilka bardzo wa�nych powod�w. Ale czy rzeczywi�cie si� nimi kierujesz?
    Nie odpowiedzia�em.
    Wiedzia�em, co my�li Essie o przyczynach, kt�re kaza�y mi ci�gn�� badania przestrzeni Heech�w, bez wzgl�du na ataki gor�czki, koszty, czy ryzyko. Podejrzewa�a, �e za tym wszystkim kryje si� kto�, i �e ten kto� nazywa si� Gelle-Klara Moynlin. I czasami nie by�em pewien, czy nie ma racji.



Strona g��wna     Indeks